niedziela, 1 czerwca 2014

29.

***Oczami Harrego***

Minęło już pół dnia, a Rose nadal "śpi". Nie wiem co się z nią dzieje.. czy w ogóle się coś dzieje. W sumie ta wiadomość była bardzo mocna, tak na raz. Dla Rose to wielkie przeżycie, tym bardziej,że właściwie teraz, po tym wszystkim nikt jej nie został. Ma tylko mnie.. no i Damon'a, ale z nim raczej nie jest tak blisko.. przynajmniej nie już. Trochę namieszałem w jej życiu, fakt. No, ale bez tego było by ona puste, nudne i takie.. zwykłe. Na pewno by tego nie chciała, a ja je tylko rozbudowałem. Cały ten czas siedziałem przy niej na kanapie, lecz teraz zachciało mi się pić, więc poszedłem do kuchni obok. 
Po niecałych 15 min, gdy wróciłem ujrzałem Rose jak mówi coś niewyraźnie. Nie miałem pojęcia o co jej chodzi, więc podszedłem bliżej. Chwyciłem delikatnie lecz pewnie jej malutką dłoń i wgapiałem się w nią z nadzieją, że coś powie. 


***Oczami Rose***  


Gdy się ocknęłam nie wiedziałam co jest grane. Miałam pustkę w głowie. Patrzyłam na Harrego, po którym było widać zmartwienie. Chciałam usiąść, więc podkuliłam nogi i już miałam się podciągać, gdy Harry pchnął mnie lekko bym się znów położyła.
- Musisz odpoczywać. - Wyszeptał delikatnie.
Odpoczywać? Czemu? Nic nie pamiętałam. Ale strasznie mnie głowa bolała oraz oczy. Tak jakbym płakała? Tylko dlaczego? 
- Co się stało? - Spytałam niepewnie patrząc na chłopaka, który wydawał się trochę zakłopotany. Widać było, że chwilę myślał nad odpowiedzią, lecz po jakimś czasie odezwał się.
- Zemdlałaś. - Odparł tylko. No, tylko to i ja wiem. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem. 
- Um.. gdy powiedziałem ci.. ehh o twoich rodzicach. - Wymamrotał cicho i niezbyt wyraźnie. O moich rodzicach? Ale co takiego mógłby mi powiedzieć? Chwila, chwila. Pamiętam. Mówił coś o ich wypadku.. boże zapomniałam o tym. 
- Oni nie żyją prawda? - Spytałam, lecz bardziej to brzmiało jako twierdzenie. Jedna łza opuściła moja oko, lecz Harry od razu ją starł. Nic nie powiedział. To oznaczało, że mam rację. Lubię mieć racje serio, ale w tym momencie wolałbym się jednak mylić. Wiedziałam, że ten dzień kiedyś nastąpi, ale dlaczego akurat teraz? I do tego gdy jechali do.. mnie. Oni jechali do mnie. To wszystko przeze mnie. gdybym tylko się nie wyprowadziła, byłoby wszystko w porządku i miałabym ich przy sobie. Wiedziałabym, że są szczęśliwi, że żyją. A teraz? Nie mam już nikogo. Moi rodzice to była jedyna część rodziny z którą utrzymywałam jakikolwiek kontakt. Nie wiem co ja teraz zrobię. Czasami myślę, że to właśnie ja, ta która jest wszystkiemu winna i przez którą dzieją się same problemy. Powinna zginąć, odejść.. nie żyć. A nie ci wszyscy ludzie, którzy chcieli tylko po prostu spokojnie żyć. Cały czas mam Harremu za złe, że powstrzymał mnie od podcięcia sobie żył wtedy. Gdyby tego nie zrobił, nikt po za mną by nie zginął. 
- Trzymaj. - Głos Harrego wyrwał mnie z rozmyśleń na temat mojego beznadziejnego życia. Wzięłam od Harrego szklankę wody i upiłam łyk. Nawet nie wiem kiedy mi ją przyniósł.

Całe południe spędziliśmy na oglądaniu filmu. Nie miałam nawet ochoty aby gdziekolwiek wychodzić z domu, a już tym bardziej rozmawiać o tym nieszczęściu z Harrym. Nagle dźwięk dzwonka rozniósł się po całej parceli. 
- Ja otworzę. - Wyprzedziłam Harrego i podeszłam spokojnym krokiem do drzwi. 
- Dzień Dobry. - Miło przywitał się ze mną listonosz. Miał niebiesko biały strój, na boku zwisała luźno torba, w której, jak sadzę znajdowały się listy do innych odbiorców również, a reku trzymał małą, czerwoną kopertę. 
- Dzień Dobry. - Odpowiedział, dopiero po chwili. Zaskoczyła mnie jego wizyta. Myślałam, że nikt nie wie gdzie aktualnie jestem. 
- To dla pani - Wskazał kopertę w ręce, po czym zbliżył do mnie wydrukowaną kartkę oraz długopis. - Ale najpierw proszę tu podpisać. - Wskazał wykropkowane miejsce. 
- Oczywiście. - Odparłam dość szybko. Po czym wzięłam długopis w dłoń i podpisałam się. Wtedy mężczyzna wręczył mi kierowaną do mnie kopertę. 
- Dziękuje i do widzenia. - Pożegnałam go sympatycznie. Odpowiedział mi i wsiadł na swój motor. 
- Kto to był? - Usłyszałam głos Harego, gdy tylko zamknęłam wejściowe drzwi. 
- Listonosz. - Odparłam krótko. Usiadłam na wysokim, barowym taborecie i otworzyłam kopertę. Czytałam uważnie, skanując każde słowo. Byłam bardzo zdziwiona, że w ogóle pamiętali o mnie. Ostatni raz widziałam się z nimi, gdy miałam jakieś 14 lat.
   Gdy to tak czytałam, aż łezka zakręciła mi się koło oka. Nadal nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Jeszcze do tego, oni są tak daleko ode mnie, że nie miałam nawet szans, aby zająć się pogrzebem. Ciekawe kto więc to urządził, pogrzeb oraz stypę.
- Co to? - Nagle z zamyśleń wyrwał mnie głos Harrego. Był tuż za mną i kukał przez moje ramię na list. Nie miałam siły mu tego opowiadać, więc podałam mu go do ręki, aby sam się dowiedział, po czym wróciłam na kanapę. Bałam się, że zaraz się tam poryczę i to jeszcze przy Harrym, więc musiałam stamtąd wyjść. Po około 10 minutach dołączył do mnie Harry, siadając obok. Nic się nie odezwał na początku, patrzył na mnie jakby chciał coś powiedzieć, lecz się tak jakby hamował. 
- Kto to Mike Andersone? - Spytał wreszcie, nadal wgapiając się we mnie.
- Wujek. - Odparłam krótko. W sumie co miałam się opisywać. Chyba to wystarczyło, no nie? Harry wypuścił głośniej powietrze, spuszczając wzrok na podłogę. Między nami znów nastała nieubłagana cisza. Chciałam ją przerwać, ale nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie miałam żadnych pytań, stwierdzeń.. nic. Patrzyłam głucho w telewizor, w którym leciał film, którego nawet nie zdążyliśmy obejrzeć do końca. 
- Pójdziesz ze mną? - Spytałam nie zastanawiając się. To chyba oczywiste, że chciałam, a nawet musiałam tam być. To jedyna okazja, aby się z nimi pożegnać.. przeprosić ich. Bo przecież bardzo dobrze wiem, że to wszystko przeze mnie. Harry chwycił moją dłoń delikatnie, lecz pewnie i patrzył na mnie.
- Oczywiście, że pójdę. - Powiedział niemal szeptem. Moje serce zaczęło bić mocniej. Zawsze gdy Harry był delikatny no i tak blisko mnie, moje serce robiło fikołki w różne strony. Harry chyba wyczuł moje napięcie, ponieważ zbliżył się jeszcze bardziej, po czym przywarło do mnie swoimi malinowymi ustami. Zrobił to tak gwałtownie i tak nagle, że moje łokcie tego nie wytrzymały i upadłam na miękkie łóżko. Harry od razu to wykorzystał i zawisł nade mną, pogłębiając pocałunek. Po chwili oderwał się ode mnie, głośno dysząc, tak samo z resztą jak ja. I znowu. W trakcie wycofał się. W ogóle go nie rozumiem. Czy to może ze mną jest coś nie tak? 
_________________________________

8 KOMENTARZY = NEXT <3
        

9 komentarzy:

  1. Już nie mogę się doczekać następnego rozdziału ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mega. Jaki on jest czuły i wg. :-) nexta prosze. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej <3 Cudny *.* czekam na następny ! :*
    ~MySweetLove
    mysweetlove.bloblo.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudny. Wydaje mi się, że Rose jest w ciąży i dlatego traci przytomność. Czekam na nexta. .♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Może Harry ma problemy i mu nie staję? @Harry_MyGod

    OdpowiedzUsuń